![]() Witamy na stronach Stowarzyszenia Retina AMD Polska | ||||||||||||||||||||
|
|
|
Głos w dyskusji na temat ozonoterapiiPiotr Stanisław Król Do zabrania głosu w sprawie kontrowersyjnej metody leczenia pacjentów ze schorzeniami siatkówki, w tym i na retinitis pigmentosa, metodą ozonoterapii - skłoniły mnie własne doświadczenia, zarówno te sprzed lat, jak i najświeższe, sprzed kilku tygodni. Dla niezorientowanych w temacie co do tej metody - krótkie wyjaśnienie: metoda ta, t.zw. "kubańska" zawiera 3 komponenty: delikatną stymulację elektryczną oka, ozonowanie naczyń krwionośnych i chirurgię oka. Była ona szeroko stosowana w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych w ZSRR i nadal, o ile mi wiadomo, jest praktykowana w Rosji (moskiewski Instytut Chorób Oczu im. Helmholtza) oraz na Kubie (stąd nazwa terapii), gdzie propaguje ją dr Orfilio Pelaez. Dr Pelaez twierdzi, że jego leczenie jest skuteczne w 98 na 100 przypadków w zatrzymaniu utraty wzroku i 50 do 78% pacjentów uzyskuje poprawę widzenia (w tym wielu pacjentów z RP !). Ponieważ głoszona przez niego opinia, poparta także przez specjalistów z Rosji, w tym prof. Gundarova, prof. Khoroshilova-Masłowa i in., stwarzała i stwarza ogromne nadzieje wśród ludzi dotkniętych tą okrutną chorobą, zaczęto dokładniej się jej przyglądać w wielu ośrodkach naukowych na świecie. W Stanach Zjednoczonych, badania prowadzone przez dr Eliota Bersona i jego współpracowników z Harward Medical School, Massachusets - Szpitala Chorób Oczu i Uszu, potwierdziły, że “interwencja oferowana na Kubie nie przynosi żadnych korzyści dla pacjentów z RP i zwiększa ryzyko ciężkiego przebiegu choroby”. Opinia ta jest zgodna z dwoma innymi niezależnymi badaniami prowadzonymi przez inne instytuty naukowe. Jak stwierdzono: "oceny są wystarczające, aby zaprzestać dalszych badań nad tak zwanym postępowaniem leczniczym metody "kubańskiej". Ostatnie doniesienia z Toronto, gdzie w lipcu odbyła się Konferencja Vision Quest 2000 potwierdzają negatywną opinię o metodzie ozonowania w retinitis pigmentosa (zainteresowanych odsyłam do sprawozdania P. Małgorzaty Pacholec z Kanady, zamieszczonym w sierpniowym BI RP, a także do artykułów: "Ozonoterapia" zamieszczonym w tym samym numerze oraz "Metoda Kubańska" BI RP XII/1999 r.). Bardzo wiele informacji można znaleźć na zagranicznych stronach internetowych instytutów naukowych oraz stowarzyszeń zajmujących się problemem RP i innych chorób siatkówki). Po tym wstępie, chciałbym podzielić się swoimi doświadczeniami z ozonoterapią. Jestem chory na retinitis pigmentosa od wielu lat. Nie będę tutaj opisywał własnych przeżyć i drogi przez "mękę". Każdy ma swoje cierpienia i upokorzenia z tym związane. Wiem, że się rozumiemy w tej materii doskonale. A więc, do rzeczy - z ozonoterapią zetknąłem się jedenaście lat temu. Zaniepokojony objawami związanymi ze wzrokiem, trafiłem w końcu do dość znanego specjalisty, ordynatora oddziału okulistycznego. Przez miesiąc byłem poddawany codziennie zabiegom stymulacji elektrycznej oczu oraz ozonowaniu naczyń krwionośnych. Byłem tak pozytywnie nastawiony do tych zabiegów, że zgodziłbym się nawet do podłączenia do transformatora wysokiego napięcia... Znacie z pewnością to uczucie nadziei i ufności w moc medycyny u początkującego pacjenta. Tuż przed wypisem ze szpitala, zostałem w obecności ordynatora dokładnie przebadany. Ku mojemu przerażeniu i konsternacji obecnych przy tym lekarzy - wyniki były gorsze niż przed miesiącem! Być może, wpływ na to miało nienajlepsze samopoczucie tego dnia, ale fakt pozostaje faktem - żadnych pozytywnych efektów. Przez następny rok byłem poddawany jeszcze dwukrotnie tym zabiegom. Ponieważ nie stwierdzałem u siebie żadnej poprawy, a stymulacja elektryczna oczu wywoływała u mnie niepokojące nasilenie zjawiska błysków i migotania oraz ogólnego rozdrażnienia - postanowiłem zrezygnować z usług tego lekarza. Chodziłem do innych okulistów na okresowe badania, cały czas święcie przekonany, że choroba ma podłoże czysto okulistyczne. Jeden z nich oprócz przepisania rutynowych witaminek, poradził mi zmianę diety na niskotłuszczową, dużo warzyw i owoców itd., umiarkowane uprawianie sportu, czyli jednym słowem - zdrowy tryb życia. Wspominam go z wdzięcznością do dziś. Jego rady połączyłem z intensywnym, aktywnym życiem, pozytywnym nastawieniem na każdy nadchodzący dzień. I tak minęło dziesięć lat. Czuję się ogólnie całkiem dobrze. Mniej więcej dwa lata temu zacząłem poważniej interesować się Internetem. "Buszując" po sieci, zacząłem intensywnie wyszukiwać wszystkie informacje dotyczące mojej przypadłości. Na stronach wielu instytutów i stowarzyszeń (szczególnie amerykańskich i niemieckich) odnalazłem między innymi krytyczną analizę metody, którą byłem leczony przed laty; (na szczęście bez zabiegów operacyjnych). W kwietniu, w Konstancinie na Seminarium Retinitis Pigmentosa ostatecznie utwierdziłem się w przekonaniu o słuszności własnej decyzji rezygnacji z terapii ozonowej. Niedawno postanowiłem odwiedzić docenta leczącego mnie przed laty. Wizyta wprawiła mnie w prawdziwe osłupienie! Pomijam bardzo nieprzyjemny sposób podejścia do mnie, jako do pacjenta (do tego zdążyłem się już przyzwyczaić). Usłyszałem reprymendę, że przez tyle lat nie korzystałem z jego usług, a następnie dostałem zaproszenie do skorzystania ze "sprawdzonej metody leczenia, która jest stosowana w ośrodku katowickim (to chyba było dla podkreślenia rangi terapii). Bez zbędnego wyjaśniania, wypisywał mi skierowanie na dziesięć zabiegów po 25 zł. każdy (mamy już wolny rynek) - czyli 250 zł. za serię, po czym zaznaczył, że w następnym miesiącu zabiegi trzeba będzie powtórzyć. Szybko wyliczyłem, że daje to 500 zł plus koszty dojazdów (szpital nie jest w Warszawie) ok. 200 zł. plus kilka wizyt w jego prywatnym gabinecie po kilkadziesiąt złotych każda, dodatkowe badania typu pole widzenia (kiedyś robiono to rutynowo w gabinecie) po 40 zł... uff! Nieśmiało zapytałem, jaka to metoda, usłyszałem rzucone od niechcenia: ozonoterapia! Udając nieświadomego niczego pacjenta, poprosiłem o wyjaśnienie na czym to polega - usłyszałem: "wierci się pacjentowi dziurę w głowie i wpuszcza ozon..." (to miał być chyba żart). Gdyby ktoś mnie podejrzewał o fantazje, to mam świadka - moją żonę, która była obecna, na moją prośbę, przy rozmowie. Litościwie przemilczę nazwisko tego lekarza, nazwę szpitala i prywatnej przychodni gdzie przyjmuje - na użeranie się ze światem lekarskim nie mam specjalnej ochoty. Na szczęście na swojej drodze niedoli spotkałem kilku naprawdę wspaniałych medyków). Nie chcę nikomu narzucać wyboru i metody terapii w chorobie retinitis pigmentosa. Moje osobiste doświadczenia z metodą ozonoterapii mogą dla kogoś być nieprzekonywujące, jednak w świetle ostatnich badań, o których wspomniałem powyżej, i wobec faktu, że żaden ośrodek na Zachodzie Europy i w Płn. Ameryce nie stosuje oficjalnie tejże terapii - należy do niej odnosić się z najwyższą ostrożnością. Wybór należy do nas samych. Jednak powinien być to wybór świadomy i odpowiedzialny. Ja jedenaście lat temu nieświadomie poddałem się terapii ozonowania - jedenaście lat później świadomie z niej rezygnuję. Na koniec zacytuję fragment artykułu autorstwa prof. dr hab. nauk med. Jerzego Szaflika, dr Justyny Izdebskiej oraz dr Anny Zaleskiej pt. "Ozon: wróg czy przyjaciel?": "W związku z tym, że biologiczne podstawy ozonoterapii są jak dotąd w dalekim stopniu niedopracowane, co rodzi wśród wielu badaczy krytyczną postawę wobec tej metody, należałoby uzyskać opinię Komisji Etycznej dotyczącą stosowania ozonu w leczeniu schorzeń oczu u ludzi." Pytam: czy etyczne jest ze strony lekarzy, doświadczonych specjalistów, stosowanie metody, która jest tak kontrowersyjna, bez uprzedzenia pacjenta o niepewności tej terapii i mogących wystąpić skutków? No cóż, pozostawmy to etykom. Nam pozostaje tylko być bardzo ostrożnym, nawet w gabinecie lekarza... |
| Copyright © Retina AMD Polska 2006-2012 |